• Wpisów:12
  • Średnio co: 158 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 18:32
  • Licznik odwiedzin:21 729 / 2062 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rok szkolny się skończył, wakacje zaczęły i czas wrócić po przerwie do opowiadania? Co myślicie wrócić czy nie wrócić? Oto jest pytanie
I z tą myślą Was zostawiam oraz moim starym ukochanym kawałkiem. Buziak
  • awatar Słodziak-z-niego: Co za beznadzieja ja wgl nie dostaję twoich wpisów... Ehh no jak najbardziej wracać, chociaż ta wiadomość wystartowała taaaak dawno temu. Ale ja zachęcam :P :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Przypominajka:
Zapukałam dosyć niepewnie. Po chwili drzwi się otowrzyły, a w nich stanęła moja matka z komórką przy uchu. Gdy tylko na mnie spojrzała telefon jej wypadł z ręki i z hukiem walnął o podłogę.
- Eli - powiedziała zaskoczona.
- Witaj matko - wykrztusiłam z siebie - mogę się u was zatrzymać na parę dni?

✎✐✏✎✐✏✎✐✏☟☟☟

Lekko zszokowana wpuściła mnie do środka. Stanęłam w korytarzu i niepewnie spojrzałam na matkę.
- Rozgość się, twój pokój ciągle czeka na ciebie - odezwała się pierwsza.
Podniosłam torbę i skierowałam się do swojego dawnego pokoju. Uchyliłam delikatnie drzwi, nic a nic się w nim niezmieniło. Łóżko dalej stało na środku pokoju, a pistacjowe ściany idealnie współgrały z zasłonami. Usiadłam na łóżku i niewiedząc co ze sobą zrobić zaczęłam się rozpakowywać. Podczas gdy układałam swoje ubrania w szafie, do pokoju zapukała matka.
- Potrzebujesz czegoś? - spytała z nutką niepewnośći.
- Nie, dziękuje mam wszystko co jest mi potrzebne.
- Mhmm, Eli zejdziesz na dół do kuchni? Chciałabym z tobą porozmawiać.
- Tak, tylko to skończę.
- Dobrze, więc zrobie w tym czasie twoje ulubione kakao - uśmiechnęła się do mnie lekko i zamknęła za sobą drzwi.
Z powrotem usiadłam na łóżko i rozmyślałam czy dobrze zrobiłam przylatując tutaj. W końcu to rodzina, praktycznie to moja jedyna rodzina jaka mi pozostała.
- Co ma być to będzie - powiedziałam do siebie i po cichu zeszłam na dół.
W kuchni powitała mnie gosposia oraz mój ojciec. Matka jak dawniej siedziała za stołem i pisała coś na laptopie.
- Elizabeth kochana jaka ty piękna wyrosłaś, śliczna dama z ciebie - powiedziała z serdecznością w głosie gosposia.
- Dziękuje Mario ale ty i tak wyglądasz lepiej - odwzajemniłam jej uśmiech.
- Tak nie wątpie - wybuchliśmy w trójkę śmiechem, oprócz matki która nadal siedziała z nosem za komputerem.
- Dobrze, ja idę rozpalić grilla na tarasie, Mario pomożesz mi wszystko przygotować? Dziewczyny powinny porozmawiać. - zwrócił się ojciec do gosposi.
- Oczywiście - przytaknęła i wyszli oboje.
Patrzyłam jeszcze chwile jak oddalają się w stronę tarasu, aż w końcu wzięłam kubek letniego kakao i usiadłam na przeciwko matki.
- Chciałaś ze mną porozmawiać - zaczęłam.
Spojrzała na mnie, zamknęła laptopa i zdjęła swoje okulary.
- Córeczko, nie wiem jak ci to powiedzieć.
- Najlepiej prosto z mostu - wzięłam łyk kakao.
Matka uśmięchnęła sie niepewnie - Wiesz odkąd wyjechałaś rozmawiałam dużo z tatą, nawet chodziłam chwilę do terapeuty - przełknęła głośno ślinę - i zdałam sobie sprawę, że nie byłam najlepszą matką na świecie. - popatrzyła na mnie lecz mój wyraz twarzy nie wyrażał żadnych emocji, kontynułowała dalej. - Byłam wiecznie zapracowana, tata też, nie mieliśmy dla ciebie czasu.
- To nie szkodzi - upiłam następny łyk.
Matka złapała mnie za jedną rękę, nigdy wcześniej tego nie robiła więc zdziwła mnie trochę ta jej troska.
- Szkodzi Eli, szkodzi - powiedziałam cicho. - Gdybym spędzała z tobą więcej czasu, nigdybyś nie miała problemów. Nie okazywałam ci miłości i wiem, że jest już za późno na przeprosiny ale chce żebyś wiedziała. Ja zawszę cię kochałam i przepraszam cię za to, że mnie nie było gdy mnie potrzebowałaś.
- Mamo, wiem nie musisz już nic mówić. - odeszłam od stołu i przytuliłam ją. Pierwszy raz od czasu kiedy skończyłam 4lata.
- Oooo jaki słodki obrazek ale koniec tych czułości moje damy, czas wrzucić coś na rusz - powiedziałam radośnie tata.
- Kochanie
- Tato.
Powiedziałyśmy jednocześnie przez śmiech, a potem wszyscy we trójkę przytuliliśmy się do siebie.
- Nic tylko zrobić zdjęcie i oprawić w ramkę - powiedziała radośnie nasza gosposia - a teraz wszyscy marsz na taras, jedzenie gotowe.
Wszyscy czworo udaliśmy się na taras, zasiadając za stołem i rozkoszując się pysznym jedzeniem oraz przecudnym widokiem zachodu słońca.
Siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy do późna o wszystkim i o niczym. W końcu poczułam się jak w normalnej szczęśliwej rodzinie, wreszcie miałam spokój ducha. Już dosyć zmęczona postanowiłam pójść się przespać, jak dla mnie to za dużo wrażeń na jeden dzień. Pomogłam jeszcze posprzątać wszystko, pożegnałam się ze wszystkimi i poszłam na górę.
Przebrałam się w luźny top i spodenki, zerknęłam na komórkę.
- Cholera, rozładowana - mruknęłam.
Podłączyłam ją do kontaktu i położyłam na szafkę nocną. Po jej włączeniu od razu zerknęłam na ekran wyświetlacza na którym pisało "masz wiadomość". Otowrzyłam ją i po cichutku przeczytałam.
" Wiesz Eli, jesteś zła kobieta. Nie pożegnałaś się ze mną :< Ale ja pan Bruno Mars wybaczam ci Kate mi wszystko wyjaśniła. Wiem, że się pogodzicie i będzie wszystko dobrze, no ale wracaj już! Ile ty już tam siedzisz 12h? Wystarczy ci a tak serio, to po prostu nie mogę się doczekać, aż się zobaczymy. "
Położyłam się na łóżku i z uśmiechem na twarzy zasnęłam. Ten dzień mogę zaliczyć oficjalnie do udanych.

Nazajutrz obudziły mnie promienie słońca, które drażniły moje jeszcze zaspane oczy. W tym momencie poczułam się jak dawniej, takie budzenie zawsze dodawało mi siły i tym razem też tak było.
Szybko przebrałam się w wygodne ciuchy i zeszłam na dół.
W salonie nikogo nie było, poszłam więc do kuchni ale tam zastałam tylko Marię.
- Dzień dobry - powiedziałam radośnie.
- Witaj Eli, jak się spało? - spytała przewracając naleśniki na patelni.
- Jak za dawnych lat, jestem głodna jak wilk. - pomasowałam się po brzuchu po czym on odpowiedział burczeniem.
- Siadaj już ci nakładam. - Maria podała mi talerz z jedzeniem, a ja szybko się zabrałam za jego opróżnienie.
- Pyszne, jesteś mistrzynią naleśników - powiedziałam odkładając talerz do zlewu. - Mario gdzie są rodzice? - odwróciłam się w stronę gosposi.
- Jak zwykle w pracy.
- Przecież jest niedziela - odrzekłam zdziwiona.
- Eli, sama wiesz jacy z nich pracoholicy.
- Ale ja myślałam, że oni się zmienili. Wczoraj tyle rozmawialiśmy, to znaczy...znaczy oszukali mnie?! Nie zmienili się prawda? - powiedziałam lekko podniesionym głosem.
- Eli, ja nie wiem co powiedzieć. - spuściła lekko głowę - może wrócą wcześniej - uśmiechnęła się pocieszająco.
- Sama nie wierzysz w to co mówisz, ludzie się nie zmieniają, tylko ja potrafię być taka naiwna.Przepraszam cię muszę ochłonąć. - odrzekłam i udałam się w stronę drzwi wyjściowych.
Nogi same mnie kierowały w stronę, mojej dawnej kryjówki. Zawsze w tym miejscu potrafiłam odnaleźć spokój, choć na chwilę. To tu jako nastolatka przebywałam najczęściej, nawet częściej niż w domu.
Moją kryjówką był cmentarz, od śmierci dziadka to tu zawsze się chowałam przed światem.
Jak za dawnych lat udałam się pod wielką wierzbę obok pomnika dziadka, oparłam się o nią i zsunęłam w dół, wyciągając nogi do przodu. Zamknęłam oczy, wsłuchałam się w szelest drzew oraz śpiew ptaków.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Przypominajka:
"Droga Elizabet,
Po pierwsze nie wiem jak mam zacząć, to dla mnie trudne, pewnie jak i dla ciebie.
Zaczne od tego, że...

✎✐✏✎✐✏✎✐✏☟☟☟

... wpierw chcę cię przeprościć, wiem zawiodłam cię kiedy mnie potrzebowałaś. Zawiodłam jako matka Anny (twojej matki) i poległam w roli babci. Nie mam pojęcia czy kiedykolwiek mi wybaczysz, wiem tyle że zawsze miałaś dobre pełne miłości serce, które troszczyło się o wszystkich i o wszystko. Twoja choroba pare lat temu wygrała z tobą ale z tego co wiem, teraz to ty wygrałaś z nią. Jestem z ciebie dumna Elizabeth, dziadek też by był. Ja wiem, że sobie poradzisz, choć boisz się zaufać ludziom. Dasz sobie radę i nie tylko ja w to wierzę, twoi rodzicie również, choć pewnie myślisz inaczej. Uwierz, oni cię na prawdę kochają, spotkaj się z nimi. Mi maleńka nie zostało dużo czasu ale tobie owszem i chcem abyś te resztę życia spędziła z uśmiechem na twarzy. Tak jakby tego chciał twój dziadek. Strasznie cię przepraszam, że swoje błędy zrozumiałam po czasie ale człowiek w życiu różne głupoty. Wiesz czasami myślę, że gdybym cofneła czas inaczej bym sobie to wszystko zaplanowała, nie opuściłam bym dziadka i was. Niestety nie cofne tego, to była moja głupota. Mam nadzieję, że kiedyś tam w lepszym świecie się spotkamy i mi wybaczysz ale wcześniej powinnaś tu wybaczyć swojej matce. Bardzo mocno cię kocham Elizabeth, pamiętaj o tym. Tym razem będe nad tobą czuwać.
Twoja babcia."

Czytając ten list, pojedyncze łzy spływały mi bezwładnie po policzkach. Nie sądziłam kiedykowiek, że to babcia będzie mnie prosić o wybaczanie. Każdego bym o to posądziła ale nie ją, kobiete która nie chciała moich narodzin, która opuściła swoją rodzinę. Jednak po tym co przeczytałam nie czuje gniewu czy żalu, czuję jakąkolwiek by to nie była miłość. Babciną bezpieczną miłość.

*2dni później*
Odpaliłam laptopa.
*Blog*
" Odeszła. Moja babcia, którą odzyskałam odeszła. Żyła jak żyła, była osobą jaką była, kochała jak kochała. Ona była tylko człowiekiem, który popełnił błędy w życiu. Odeszła we śnie, spokojnie.
Mam mętlik w głowie. Z jeden strony chce się zobaczyć z matką, porozmawiać, z drugiej nie umiem się przełamać do tego.
Czy jeden list, znaleziony pod drzwiami, może zmienić Wasz tok myślenia?
Rozważająca za i przeciw, Eli."

*24h później.*
- odwiozę cię!
- dam sobię radę, na prawdę - odpowiedziałam.
- ale, Eli ja cię odwiozę i już - nalegała Kate.
- już dobra, niech ci będzie Kati.
Ponownie sprawdziłam w mojej torbie czy zabrałam wszystkie potrzebne rzeczy.
- i co masz wszystko? - spytała mnie przyjaciółka, pomagając mi zapinać suwak walizki.
- hmmmm, chyba tak, chociaż ostatnio niczego nie jestem pewna - odpowiedziałam nieobecnym wzrokiem - Kate jedziemy? - spytałam.
- Tak, tak zbieraj się mała, już marsz na dół - powiedziała rozbawiając mnie przy tym.
...
Na lotnisko dojechałyśmy na czas. Zbiżała się odprawa, więc zbliżał się również czas pożegnania.
- Eli mam jeszcze jedną sprawę - powiedziała do mnie przyjaciółka.
- a mianowicie?
- chodzi o Bruna - zaczęła niepewnie
- a co z nim? - podniosłam wysoko jedną brew.
- bo wiesz, nie zostawiłaś mu żadnej wiadomości, a wy no tego, sama wiesz...ehhh przekazać mu coś? - wydukała w końcu.
- mówiłam ci już, to tylko znajomy i jestem pewna na 100%, że nie zauważy mojego zniknięcia.
- a gdyby jednak?
- ale gdyby jednak co? - powtórzyłam.
- gdyby jednak pytał o ciebie.
- to powiedz mu prawdę. Kate muszę już iść, samolot - uśmiechnęłam się do niej serdecznie i przytuliłam do siebie.
- Kocham cię Eli.
- Ja ciebie też Kati, uważaj na siebie.
Pomachałam jeszcze w stronę przyjaciółki i odeszłam.
...
Lot do Niemczech minął dosyć spokojnie, co prawda dla mnie o wiele za długo ale nie ma co narzekać.
Z lotniska we Frankfurcie nad Menem złapałam taksówkę i podałam adres pod jaki kierowca ma się udać.
Przejażdzka zajęła 20min. gdy nagle ujrzałam znajomy dom.
Zapłaciłam i wysiadłam z taksówki, kierowca pomógł mi jeszcze wypakować bagaż. Podziękowałam, wzięłam głęboki wdech i udałam się w stronę drzwi wejściowych.
Zapukałam dosyć niepewnie. Po chwili drzwi się otowrzyły, a w nich stanęła moja matka z komórką przy uchu. Gdy tylko na mnie spojrzała telefon jej wypadł z ręki i z hukiem walnął o podłogę.
- Eli - powiedziała zaskoczona.
- Witaj matko - wykrztusiłam z siebie - mogę się u was zatrzymać na parę dni?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Spięłam poślady i pisze dla Was odcinek. Mam nadzieję, że jeszcze o mnie nie zapomniałyście...
Odcinek pojawi się może dzisiaj wieczorem, a może jutro, to zależy
Więc trzymać kciuki za mnie i moją wenę...a tym razem natchnęła mnie piosenka Lenniego
  • awatar LMP: no to czekamy :)
  • awatar Słodziak-z-niego: Przegapiłam ost. odcinek, no ale za to będę miec teraz dwa. Haha! to mi się podoba :P :P Buziaki :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przypominajka:
*Blog*
" Na początku, chciałam Was serdecznie przeprosić za nieobecność. Same wiecie problemy z samochodem ale nareszcie wszystko załatwione.
Ostatnio rozmyślam nad tym jak to nasze życie jest kruche, w jednej chwili możemy zniknąć. Czy to przypadek decyduje o tym, czy jakieś siły wyższe? Zastanawiałyście się kiedyś nad tym?
Ja tak i to nawet często. Kiedyś wykryto u mnie guza w tarczycy (z 4lata temu). Lekarze mówili, że bez operacji się nie obejdzie. Łykałam tabletki, po jakimś czasie poprosiłam o zrobienie ponownie usg. Cud. Guz zniknął.
To znaczy, że cuda się zdarzają? Ja myślę, że tak ale przede wszystkim trzeba mieć w sobie dużą nadzieję. Jak to mówią 'nadzieja umiera ostatnia'.
Buziaki dla Was, kochane czytelniczki moje.
Eli"

✎✐✏✎✐✏✎✐✏☟☟☟

Wstałam jak nigdy z uśmiechem wypisanym na twarzy. Zrobiłam sobie kakao i z laptopem pod ręką udałam się na taras, a raczej jak ja go nazywam 'duży balkon'.
Choć na dziś nie miałam jakiś wielkich planów, to tryskałam dobrym humorem. Po wypiciu całej zawartości mojego kubka kakao i sprawdzeniu poczty, posiedziałam jeszcze trochę na świeżym powietrzu biorąc głębokie oddechy i rozkoszując się widokiem Los Angeles.
...
- Przecież nie będziesz cały dzień się szykować, Kati moja ty kochana najlepsza, najpięknieszja, najbystrzejsza...
- Dobra starczy - przerwała mi Kate śmiejąc się do telefonu.
- To co pójdziesz ze mną? - powiedziałam głosikiem tak słodkim jak tylko potrafiłam.
- Dobrze, pójdę zła kobieto.
- Wiesz ostatnio sporo osób nazywa mnie 'złą kobietą' może coś w tym jest.
- Eli proszę cię, jesteś najbardziej odważną, silną i inteligentą kobietą jaką znam, może czasami trochę wredną ale ciebie po prostu nieda się nie kochać.
- Proszę cię, bo się zarumienie - wybuchnęłam śmiechem. - To wpadne po ciebie za jakieś 30min, muszę jeszcze odebrać samochód.
- O nareszcie problem z samochodem załatwiony, dobrze to do zobaczenia Eli. - odpowiedziała Kate i się rozłączyłyśmy.
Jak już wspominałam od rana tryskał ze mnie entuzjazm, nie mogłam po prostu usiedzieć na miejscu i postanowiłam coś z tym zrobić. Postanowiłam zabrać przyjaciółkę na plażę.
Szybko przebrałam się w strój kąpielowy, założyłam zwiewnną sukienką i zapakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do torby. Najpierw pognałam po samochód do warsztatu, a potem pojechałam do Kate.

Stałam przed domem przyjaciółki już jakieś 15min, zatrąbiłam ponownie i w końcu z domu wyszła Kate.
- Co tak długo? - spytałam przyjaciółki gdy wsiadła do samochodu.
- A no wiesz, zagadałam się - odpowiedziała gdy ruszyłam w stronę plaży.
- A z kim to się zagadałaś?
- Adamem.
- Adamem? - powtórzyłam.
- No tak, z tym poznanym przez internet, gadaliśmy na skype - kątem oka zauważyłam, że przyjaciółka się trochę zawstydziła, więc postanowiłam zmienić temat.
- Okej. Zobaczmy co ciekawego w radiu leci - podgłośniłam trochę muzykę.
- O uwielbiam tę piosenkę daj głośniej "To every girl that I meet here this is what I say:
Run run run away, run away baby. Before I put my spell on you. You better get get get away get away darling. Cause everything you heard is true" - zaśpiewała przyjaciółka, krecąc się przy tym niemiłosiernie.
- Haha Kate uspokój się, zaraz policja nas zatrzyma - zaczęłam się śmiać.
- Oj tam, nie moja wina że Bruno Mars jest taaaaki fajny.
- Chyba jaja sobie ze mnie robisz, jego piosenki są fajne ale on? Nie on nie jest fajny...w ogóle za dużo tu słowa fajny - spojrzałam na przyjaciółkę i zaprkowałam na parkingu tuż przy plaży.
- Sama nie wierzysz w to co mówisz - pokręciła głową uśmiechając się przy tym.

Po rozłożeniu naszych rzeczy, odrazu pognałyśmy w stronę wody.
Przemoczone ułożyłyśmy się na naszych ręcznikach.
- To co powiesz mi w końcu co jest między tobą a Bruno? - spytała mnie przyjaciółka.
- Między nami nic niema - spojrzałam na przyjaciółkę, która jak widać bylo nie dokońca mi uwierzyła.- Kati na prawdę, nic niema. Poznaliśmy się przypadkiem, ja uganiałam się za jego dokumentami, zdobyłam je w końcu i to tyle. Koniec histori - wyjaśniłam.
- E tam mi się wydaję, że coś z tego będzie ja ci mówię, jeszcze zobaczysz - powiedziała uśmiechając się szeroko.
- Watpię ale dobra ty lepiej mów co z tym całym Adamem, umówiliście się?
- No tak.
- Tak? I teraz mi dopiero to mówisz - szturchnęłam ją w ramię i obie wybuchłyśmy śmiechem - dobra teraz tak na serio, kiedy, gdzie, o ktorej sie spotykacie?
- Czuje się jak na przesłuchaniu - zaśmiała się Kate.
- I dobrze, tak masz się czuć - wypiełam dumnie pierś - więc?
- Więc prosze panią porucznik jutro, o godzinie 17 w parku koło centrum. Adam przyjeżdza co prawda w sprawach służbowych ale obiecał mi, że się spotkamy, wiesz wydaję się być na prawdę dobrym człowiekiem i do tego taki przystojny - powiedziała Kate z rozmarzonym wzrokiem.
- Mhmm Kate?
- Tak? - wyrwała się jakgdyby z amoku.
- Proszę cię tylko bądź ostrożna, na pewno nie chcesz abym poszła z tobą?
- Jesteś kochana Eli ale to moje życie, muszę w końcu być samodzielna, sama wiesz co mam na myśli.
- Tak rozumiem - przytuliłam przyjaciółkę i zaczęłyśmy się opalać.

Słońce grzało tak niemiłosiernie, że nie mogłyśmy długo wytrzymać, więc zabrałyśmy sie z plaży. W drodze powrotnej postanowiłyśmy jeszcze wstąpić na popołudniowy obiad do jednej z restauracji, jednak bez korków się nie obyło i wyszło na to, że pojechałyśmy właściwie na kolacje.

Po odstawieniu Kate do domu, zajechałam jeszcze na chwilę do marketu zrobić szybkie zakupy i ruszyłam do domu.
Gdy otwierałam drzwi, ujrzałam w nich jakiś list. Wzięłam go do ręki i zaniosłam na blat kuchenny razem z zakupami. Wypakowałam wszystko, zrobiłam kakao i rozsiadłam się wygodnie na kanapie z listem w ręce.
Nie wiedząc czego się spodziewać, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam czytać.
"Droga Elizabet,
Po pierwsze nie wiem jak mam zacząć, to dla mnie trudne, pewnie jak i dla ciebie.
Zaczne od tego, że...


...ciąg dalszy nastąpi
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Tak, tak wiem, że odcinki rzadko się pojawiają ale mam taki natłok obowiązków, iż musicie mi wybaczyć. Po pierwsze szkoła, niedługo koniec roku trzeba się wziąść do roboty. Po drugie basen, praktycznie jestem na nim z trzy razy w tygodniu, przygotowuje się do egzaminu na młodszego ratownika Po trzecie, ostatnio zaniedbałam przyjaciół i musiałam im to też jakoś wynagrodzić, a przez to odcinki zaniedbać.
Ale cóż ja wiem, że wy mnie zrozumiecie...a Wasze dzieła czytam na bieżąco
 

 
Przypominajka:
...
- Dasz mi chociaż swój numer? - spytał Bruno gdy wychodziłam z jego domu.
- Nie wiem panie Peterze Hernandez, czy pan sobie zasłużył - powiedziałam uśmiechająć się do niego.
- Elizabeth aleeee ja tak bardzo plooosie - zrobił tak słodką minę, że nie mogłam się oprzeć i dałam mu ten numer.
- To do zobaczenia - powiedziałam.
- Seee yaaa, Belle.

✎✐✏✎✐✏✎✐✏☟☟☟


Następny dzień minął jak zwykle schronisko, klub. Jedyną sensacją tego dnia było to, iż mechanik zadzwonił do mnie abym przyjechała jutro o 12 bo dziś nie miał czasu. Poza tym nic niezwykłego, jednak sama nie wiem czemu ten dzień mnie tak wymęczył, że usnęłam odrazu po wejściu do sypialni.

Próbowałam udawać, że nie słyszę dźwięku mojego telefonu. Jednak zrezygnowana wstałam, wzięłam do ręki telefon i odebrałam.
- Halo? - powiedziałam przecierając oczy dłonią.
- Co ty spałaś?
- A jak myślisz? - zapytałam zirytowana.
- Ej nie odpowiada się pytaniem na pytanie, tak nie można.
- Bruno, proszę cię do rzeczy - zerknęłam na zegarek - jezu jest dopiero 9 rano!
- Idealna pora na śniadanie. Zjadłabyś ze mną śniadanie?
- Nie. To już wszystko?
- Ehhh ty niemiła kobieta - zaśmiał się - to do zobaczenia w Rock Cafe za godzinę, chyba coś zapomniałaś ode mnie zabrać.
- Co? Czego mam wszystko...-zawachałam się na chwilę - niech to szlak! Dokumenty.
- To do zobaczenia słodka.
- Narazie - burknęłam.
Po zakończonej rozmowie udałam się pod prysznic. Musiałam ochłonąć i przetrawić wszystkie zdarzenia, jakie miały przedwczoraj miejsce. Po pierwsze jak ja mogłam zapomnieć tych dokumentów? Przecież po to właśnie pojechałam do Bruna. Po drugie, po jaką cholere poszłam z nim do domu. Po trzecie, nie wiem dlaczego zostałam u niego tyle czasu. I po czwarte muszę iść się z nim spotkać, niema innej opcji.
- To jakieś fatum! - krzyknęłam sama do siebie.
Po wyjściu z łazienki i doporowadzeniu się do jakiegoś ładu. Udałam się do sypialni w celu ubrania. Postawiłam na wygodę. Przecież nie będe się dla nikogo stroić. Wybrałam zwykłe jeansy, czarne klasyczne baleriny i luźny top z nadrukiem, a na oczy założyłam okulary pilotki.
Rock Cafe było jakieś 10min drogi od mojego mieszkania, więc postanowiłam się przejść pieszo.
Usiadłam na zewnątrz w jednym z wolnych stolików, złożyłam zamówienie i czekałam na Bruna. Po chwili usłyszałam wibracje w mojej kieszeni.
Sms od Kate:
"Co porabiasz? Mam nadzieję, że już nie śpisz królewno. Wyciągam cię dziś na mały shopping. O której ci pasuje? "
Szybko odpisałam przyjaciółce:
" Czekam na pana Marsa, muszę dokumenty odebrać. Hmmm...14 może być. Buziak "
Po chwili, otrzymałam odpowiedź:
" Uuuuu, schrupałabym go na twoim miejscu. Ok, do zobaczenia. Kiss"

Akurat w chwili gdy czytalam sms od przyjaciółki zjawił się Bruno.
- Cześć śliczna, z kim piszesz?
Spojrzałam na niego groźnie.
- Okej, nie pytam...rozumiem chcesz to szybko załatwić, chłopak się niecierpliwi. - powiedział do mnie patrzać prosto w moje oczy.
- Nie mam chłopaka - spuściłam wzrok - masz te dokumenty?
- Ymmm tak, mam - wręczył mi czerwoną teczkę z dokumentami.
- Dzięki, w końcu.
- Dlaczego nie masz chłopaka? - wypalił.
- Myślę, że to chyba nie jest twoja sprawa - spiorunowałam go wzrokiem.
- E tam gadasz, niczego ci nie brakuje, jesteś bystra, intrygująca, czego więcej wymagasz.
- Ależ ty pewny siebie, no, no...uważaj bo się zakochasz - wytknęłam mu język.
Rozmawialiśmy jeszcze z 20min o jakiś błahych rzeczach, praktycznie ciągle śmiejąc się i przedrzeźniając. Gdyby ktoś spojrzał na nas z boku, można by było odnieść wrażanie, że znamy się dobre kilka ładnych lat. Jednak znaliśmy się zaledwie kilka dni.
Pożegnałam się z Brunem, tym razem z uśmiechem na twarzy i podziękowałam mu za dostarczenie dokumentów. Ubrałam swoje okulary na nos i ruszyłam w stronę swojego domu.
O godz. 11.40 zgarnęłam ze swojej torebki kluczyki do samochodu. Zawiozłam moje biedne potuczone autko do mechanika, razem ze wszystkimi dokumentami dotyczących ubezpieczenia i takich tam różnych bzdur, które były potrzebne.

Potem wpadłam na obiad do jednej z mojej ulubionej restauracji i poszłam do Kate.
Razem z przyjaciółką dwie godziny buszowałyśmy po sklepach, w celu znalezienia odpowiednich rzeczy. W końcu wyczerpane łażeniem z jednego do drugiego sklepu, wstąpiłyśmy do lodziarni na pyszne desery lodowe.
- I jak tam spotkanie z Bruno? - zagadała mnie przyjaciółka.
- Normalnie - Kate spiorunowała mnie wzrokiem - proszę cię, nie patrz na mnie tak, dał mi tylko dokumenty nic więcej.
- Mhmmm, jasne jasne. Ja nie wiem dlaczego ty się na niego nie rzucisz, przecież widzę w twoich oczach, że ci się podoba, przede mną nic się nie ukryje - pogroziła mi łyżką.
- Jezu Kate - wybuchłam śmiechem - ty mów lepiej jak tam twoje życie osobiste? - mówiłam już spokojniej.
- No wiesz...
- Nie wiem, mów! - powiedziałam podekscytowana.
- Poznałam kogoś, jest słodki, dobrze nam się rozmawia tylko...że, ehh no..
- Kate - popatrzałam na nią - co jest?
- Poznaliśmy się przez internet.
- Spotkaliście się już?
- Sęk, właśnie w tym, że nie - westchnęła.
- To na co czekasz, działaj. Jak będziesz chciała pójdę z tobą na to spotkanie.
- Jesteś kochana Eli.
- Wiem, jedna z moich wielu zalet - obie wybuchłyśmy niekontrolowanym śmiechem.

Wykończona weszłam do domu, zostawiając nowo kupione rzeczy w korytarzu, włączyłam komputer. Z ciepłą herbatą w ręku zasiadłam przed laptopem.

*Blog*
" Na początku, chciałam Was serdecznie przeprosić za nieobecność. Same wiecie problemy z samochodem ale nareszcie wszystko załatwione.
Ostatnio rozmyślam nad tym jak to nasze życie jest kruche, w jednej chwili możemy zniknąć. Czy to przypadek decyduje o tym, czy jakieś siły wyższe? Zastanawiałyście się kiedyś nad tym?
Ja tak i to nawet często. Kiedyś wykryto u mnie guza w tarczycy (z 4lata temu). Lekarze mówili, że bez operacji się nie obejdzie. Łykałam tabletki, po jakimś czasie poprosiłam o zrobienie ponownie usg. Cud. Guz zniknął.
To znaczy, że cuda się zdarzają? Ja myślę, że tak ale przede wszystkim trzeba mieć w sobie dużą nadzieję. Jak to mówią 'nadzieja umiera ostatnia'.
Buziaki dla Was, kochane czytelniczki moje.
Eli"
  • awatar Słodziak-z-niego: No dzięki przetrząśnięciu pingera trafiłam na takie fajne opowiadanie :) Szkoda, że dopiero teraz, ale już jestem na bieżąco. Bardzo miłe i zabawne sceny !! :D
  • awatar Brunoholic: Świetnie piszesz, ale mam jedno, małe zastrzeżenie.... *Dlaczego tak rzadko dodajesz odcinki?* :D
  • awatar brumbru: Może Eli się w końcu skusi na to chrupanie, skoro ją tak przyjaciółka zachęca? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przypominajka:
Ok. godz. 5 rano gdy wychodziłam z klubu, ni stad ni zowąd przed wejściem zjawił się Bruno paląc papierosa.
- To co jedziemy do mnie? - zapytał unosząc lekko brwi.
- Ty chyba żartujesz - parsknęłam.
- Jezu kobieto o czym ty myślisz, ja ci dokumenty tylko chciałem dać - wybuchł śmiechem.
- Mhmm niech będzie, że ci wierzę - spojrzałam na niego, a on szeroko się uśmiechnął.
Akurat gdy Bruno skończył palić swojego papierosa, przyjechała taksówka.
- Zapraszam panią - powiedział Bruno otwierając mi drzwi taksówki.

✎✐✏✎✐✏✎✐✏☟☟☟

Taksówka zatrzymała się. Wyjrzałam przez okno samochodu i ujrzałam sporej wielkości dom, z równo przystrzyrzoną trawą z przodu.
Bruno wysiadł z taksówki i otworzył drzwi z mojej strony.
- Wychodzisz? - zapytał wyczekująco.
- Ymmm wiesz, może lepiej po prostu ja tu zaczekam, a ty mi przyniesiesz dokumenty.
- Panno Elizabeth, czy ty się mnie boisz?
- Ciebie? Chyba żartujesz - parsknęłam i wysiadłam z taksówki. - Pan tu zaczeka, zwróciłam się do taksówkarza.
Bruno zwinnym ruchem otworzył drzwi do swojego domu i przepuścił mnie pierwszą. Zatrzymałam się w salonie, przed sobą ujrzałam przepiękne wnętrze, jakiego do tej pory nie widziałam.
'Trzeba przyznać ma gust' - pomyślałam.
- Rozgość się, coś do picia? - spytał kierując się w stronę kuchni, która łączyła się z salonem.
- Nic nie chcem, przynieś mi tylko te dokumenty proszę.
- Chciałabyś!
- Bruuunoo
- No co?
- Nic.
- No właśnie, patrz co mam - uśmiechnięty uniósł do góry dwa kieliszki i butelke wina- Więc ty na mnie tu zaczekaj, a ja idę pogonić taksówkarza.
- Bruno ty chyba żartujesz - wybuchłam śmiechem ale za nim się obejrzałam Bruno wyszedł z domu.
W ciągu tych sekund gdy Bruna nie było, ja postanowiłam rozprawić się z korkociągiem i butelką. Udało mi się akurat w tym momencie gdy do domu wszedł Bruno.
- I co pogoniłeś go? - spytałam nalewając wina do kieliszka i biorąc łyk.
- Wiadomo, jestem niepokonany - mówił z poważną miną, naprężając swoje mięśnie.
- Haha jesteś stuknięty wiesz?
- Noooo wiem - uśmiechnął się szeroko, siadając naprzeciwko mnie.
Siedzieliśmy naprzeciw siebie w wygodnych fotelach, początkowo rozmowa była na gruncie tego co się stanie z moim samochodem, potem przeszła już na inny tor.

...
- Aleee czooo pszecież dobrze mi poszło! - powiedziałam lekko już wstawiona z oburzoną miną, odstawiając gitarę z powrotem na miejsce.
- Hahah taaaa, dobrze że mam wspaniałych sąsiadów i po policje nie zadzwonili - mówił Bruno, tarzając się ze śmiechu.
- Wiesz czooo?
- Nooo czooo?
- Jajeczko! - rzuciłam w niego poduszką.
- Ale z ciebie wredna baba, no ja nie mogę - powiedział przez śmiech.
- Pamiętaj, że to ty tej wrednej babie w tyłek samochodu wjechałeś, ty niedzielny kierowco! - wytknęłam mu język.
Po chwili wstałam, biorąc butelke wina do ręki i otoworzyłam drzwi prowadzące na ogródek.
- A ty dokąd? - spytał Bruno.
- Na zewnątrz.
Usiadłam na równo przystrzyżonej trawie i gołymi stopami zataczałam kółka na trawie, po chwili przysiadł się do mnie Bruno i spojrzał na mnie z poważną miną.
- Twoje oczy - zwrócił się do mnie.
- Co moje oczy? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Masz w nich taki smutek...- zaczął.
- Przestań, proszę. - powiedziałam cicho, wzięłam łyk wina i położyłam się na trawie spoglądając na niebo.
Bruno zabrał z moich rąk butelkę, również upił spory łyk i położył się obok.
Spoglądaliśmy w niebo, które z każdą minutą się rozjaśniało.
- Nie zimno ci? - spytał z troską w głosie Bruno.
- A co chcesz się przytulić?
- Noooo jasne - powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Chciałbyś, o czym ty myślisz. - zaczęłam się śmiać.
- Ejjj to ty zaczełaś!
- Jaaa?
- A cooo może ja? - uniósł się na łokciach i spojrzał na mnie.
Oboje znów zaczeliśmy się śmiać. Po jakiś 5 minutach z domu usłyszałam dźwięk komórki Bruna.
- Bruno! - szturchnęłam go.
- No cooo?
- Telefon!
- Aaaaaa, no przecież słyszałem - uśmiechnął się i poszedł w stronę dochodzącego dźwięku.
Spojrzałam na zegarek spoczywający na mojej ręce.
' O matko jak się zasiedziałam!' - powiedziałam sama do siebie i szybko wstałam z miejsca, na którym leżałam.
Weszłam do środka, zabrałam swoje buty i torbę, już chciałam wychodzić gdy Bruno mnie zatrzymał.
- A ty dokąd?
- Do domu - odpowiedziałam.
- Już?
- Brunooo, już i tak się zasiedziałam.
- Dobra, jak chcesz ale chociaż zamówie ci taksówkę - wziął z powrotem do ręki telefon i wykręcił numer.
...
- Dasz mi chociaż swój numer? - spytał Bruno gdy wychodziłam z jego domu.
- Nie wiem panie Peterze Hernandez, czy pan sobie zasłużył - powiedziałam uśmiechająć się do niego.
- Elizabeth aleeee ja tak bardzo plooosie - zrobił tak słodką minę, że nie mogłam się oprzeć i dałam mu ten numer.
- To do zobaczenia - powiedziałam.
- Seee yaaa, Belle.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
21 dni nieobecności tożto skandal Przepraszam, wybaczcie mi
  • awatar Marsówna: @Słodziak-z-niego: a no kurcze widzisz, sama zapomniałam :p
  • awatar Słodziak-z-niego: No w sumie to dzwonił do niej wcześniej to już miał jej numer :D :D Ale nieważne uznajmy że byli już mocno pijani :P
  • awatar brumbru: No to jak już mu dała numer to pójdzie z górki xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Przypominajka:
Odeszłam od komputera i szybkim krokiem pognałam pod prysznic.
Gdy wyszłam na zegarze dochodziła 18:25.
Przebrałam się w klasyczną krótką czarną spódniczkę, luźny top i umalowałam delikatnie. W końcu to praca, a nie impreza. W międzyczasie zadzwoniłam też po taksówkę.
Gdy powiadomiono mnie, że taksówka już czeka, zgarnęłam szybko swą torbę i zeszłam na dół.
Wsiadłam do taksówki, dochodziła 18:50. Zostało mi 10min. To będzie cud jak się nie spóźnię.
- Do klubu "Escape" proszę, tylko szybko. - powiedziałam do taksówkarza.


✎✐✏✎✐✏✎✐✏☟☟☟

Wychodząc z taksówki spojrzałam na biały zegarek spoczywający na moim nadgarstku, którego wskazówki wyświetlały godz. 195. Pospieszynym krokiem pognałam do klubu.
Dobrze jednak zrobiłam, że założyłam te baleriny - powiedziałam do siebie.
Wchodząc do klubu usłyszałam jak zwykle pierwsze przygotowania Dj'a do imprezy.
Swoją torbę odstawiłam na zaplecze, przywitałam się ze wszystkimi i zawiązałam swój czarny krótki fartuch na biodrach.
Gdy tak stałam za barem i czyściłam szklanki, podszedł do mnie Ian, również barman. Oczywiście też mój dobry kumpel, w którym to podkochiwała się Kate i myślę, że to było zauroczenie duwstronne. Po prostu czasami zachowywali się jak dzieci ale ja nie chciałam się w to mieszać, ich życie, ich sprawa.
- Co tam Eli? - spytał siadając na barze.
- Nic niezwykłego - odrzekłam, dalej czyszcząc szkalnki.
- Znowu spóźniona?
- Tym razem tylko 5 minut - pokazałam mu żartobliwie język.
- Ładnie wyglądasz Elizabet Scott, w tym fartuchu będziesz miała wzięcie - uśmiechnął się cwaniacko.
- Tak wiem, do twarzy mi w nim - przewróciłam oczami i zaczeliśmy się śmiać.
- W ogóle Ian ty weź się do roboty, a nie się obijasz - rzuciłam w niego szmatką.
- No przecież, właśnie miałem ci pomóc - odrzucił mi ścierkę.

I tak do godz. 20 wszystko przygotowywaliśmy, co chwilę zanosząc się przy tym śmiechem. Do czasu aż zaczęli schodzić się goście.
Do mnie i Iana dołączył jeszcze trzeci barman Brian z najdłuższym wśród nas stażem barmańskim. To właśnie on zawsze udzielał mi rad i nauczył mnie całej etyki barmańskiej. Był po prostu niezastąpiony. Szkoda, że jest gejem, bo świetny z niego materiał na faceta.
Podczas gdy impreza w klubie na dobre się już rozkręciła, do klubu zawitała Kate ze znajomymi. Przywitałam się z każdym z nich po kolei, zrobiłam im moje popisowe drinki i odeszli w stronę swojego stolika, a część z nich na parkiet. Też bym chętnie poszalała ale niestety praca to praca, mus to mus.

Gdy ja nalewałam piwa do kufla dla jednego z klientów, poczułam na sobie czyjś wzrok. Uniosłam lekko głowę i zobaczyłam opierającego się po drugiej stronie blatu Bruna.
- Dwa Kamikaze, dwa Sex on the beach i trzy Tequila Sunset, proszę - powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Brian! - zwróciłam się do kolegi - Zrób proszę dwa drinki Kamikaze, dwa Sex on the beach i trzy Tequila Sunset.
- Już się robi mała - odpowiedział Brian.
- Dzięki - wykrzyknęłam i odwróciłam się z powrotem w stronę gdzie stał Bruno. - To co masz te dokumenty? - spytałam go.
- eee...ymmm...to znaczy...przepraszam cię ale na śmierć zapomniałem.
- Bruno patrz na moje usta uważnie. JA CIĘ NORMALNIE UDUSZĘ - ostatnie zdanie wypowiedziałam bardzo wyraźnie.
- Ej no weź nie zrobisz tego. - powiedział.
- Chcesz się przekonać? - uniosłam jedną brew.
- To mogłoby być bardzo ciekawe doświadczenie ale wiesz co, ja raczej podziękuje. - uśmiechnął się łobuzersko.
Przewróciłam oczami i zrezygnowana powiedziałam - to co ja mam teraz zrobić, na jutro rano jestem umówiona do mechanika ale niestety bez twoich dokumentów nic nie zrobię, a przypominam ci że to twoja wina.
Bruno podrapał się po karku - Mam pewien pomysł - powiedział po chwili - po twojej pracy, a mojej imprezie pojedziesz ze mną do mnie, dałbym ci wtedy te dokumenty i sprawa załatwiona! - zadowolony klasnął w dłonie.
- Drinki gotowe - przerwał nam Brian i podał tace pełną napojów Brunowi.
- Dzięki wielkie. - powiedział do mojego kolegi - To o której kończysz? - zwrócił się do mnie.
- o 5 rano...ale Bruno...
- Nie ma żadnego ale. To do zobaczenia o 5. - powiedział Bruno i udał się w stronę swoich znajomych, którzy bacznie się mi przyglądali.
Po chwili przy barze usiadła jakoś podejrzanie podekscytowana Kate.
- A tobie co jest? Idziesz z Ianem na randkę czy jak? - spytałam i podałam jej nowego drinka.
- No coś ty. Czy ty wiesz kto to był?
- Ale kto?
- No, ten chłopak z którym rozmawiałaś przed chwilą - mówiła podekscytowana i upiła kilka łyków drinka.
- yyyy no Bruno.
- Dziewczyno nie żaden Bruno. Tylko Bruno Mars! - pisnęła mi głośno do ucha.
- Ałłłła...Bruno Mars? - spytałam.
- No wiesz "I wanna be a billionaire so fucking bad buy all of the things I never had uhh" - zaśpiewała Kate.
- Aaaaaa, no nie wiedziałam że to on - powiedziałam beznamiętnie.
- Eli! Poznaj mnie z nim, ja chce mieć z nim dzieci!
- Hahah co?! - prawie się udławiłam gdy to usłyszałam.
- Dobra żartowałam tylko - obie zaczęłyśmy się smiać - Ty go w barze poznałaś? - zapytała gdy już się uspokojiłyśmy.
- Nie do końca. To właśnie ten bałwan co mi w tył samochodu wjechał. Nie wiem kto mu prawo jazdy dał.
- Ale musisz mu przyznać, że niezłe ciacho z niego, a ten tyłeczek jaki zgrabny mmm - mówiła Kate patrząc w stronę parkietu, gdzie Bruno tańczył z jakąś dziewczyną.
- Matko i córko! Kate! - przewróciłam oczami i wróciłam do robienia drinków.

Reszta wieczoru minęła mi dosyć szybko, może przez to że miałam trochę roboty, sama nie wiem.
Ok. godz. 5 rano gdy wychodziłam z klubu, ni stad ni zowąd przed wejściem zjawił się Bruno paląc papierosa.
- To co jedziemy do mnie? - zapytał unosząc lekko brwi.
- Ty chyba żartujesz - parsknęłam.
- Jezu kobieto o czym ty myślisz, ja ci dokumenty tylko chciałem dać - wybuchł śmiechem.
- Mhmm niech będzie, że ci wierzę - spojrzałam na niego, a on szeroko się uśmiechnął.
Akurat gdy Bruno skończył palić swojego papierosa, przyjechała taksówka.
- Zapraszam panią - powiedział Bruno otwierając mi drzwi taksówki.


♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
W ogóle przepraszam Was, zapomniałam Wam życzyć *Wesołych Świąt i mokrego Dyngusa*...ale ze mnie gapa Mam nadzieję, że Święta minęły szczęśliwie
I oczywiście jestem ciekawa czy Wam się odcinek spodobał...mam dziwne przeczucie, że go troszkę schrzaniłam
  • awatar Brunoholic: Wróciłam do czytania :P Świetnie piszesz :D
  • awatar Always in my heart...Bruno Mars...: Ale świetny ! :* Kocha m twoje opowiadanie !! :D :D
  • awatar LMP: Pewnie, że podobał! :) Myślałam, że coś się już w tym klubie zadzieję, ale rozumiem, była w pracy :P Czekam na kolejny i jestem niezmiernie ciekawa, co się tam wydarzy :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Przypominajka:
- Ej dziewczyno jak ci na imie? - zawołał za mną mężczyzna.
- Elizabeth - odrzyknęłam - ej chłopaku, a nie należy mi się słowo przepraszam? - podniosłam jedną brew, wyczekując odpowiedzi.
Chłopak spojrzał na mnie, uklęknął na asfalcie, podniósł ręce do góry i wykrzyknął - Wybacz mi Elizabeth, że wjechałem w tyłek twojego samochodu!
Mimowolnie zaczęłam się śmiać - Wariat! - powiedziałam do niego i wsiadłam do swojego samochodu.
Po upływie 15minut byłam schronisku. Oczywiście od razu dopadł mnie Rob, z setkami pytań. Troskliwy z niego człowiek.

*Blog*
" Nie biegnij za szybko przez życie bo najlepsze rzeczy zdarzają się nam wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy.— Gabriel Garcia Marquez.
Cytat na dziś.
Wasza kochana zołza Eli"

✎✐✏✎✐✏✎✐✏☟☟☟

Ze schroniska od razu udałam się do baru, gdzie pracowała moja przyjaciółka, a zarazem współlokatorka Kate.
Usiadłam na jednym z paru wolnych miejsc przy ladzie.
- Heeej, co tam młoda? Napijesz się Latte? - zapytała przyjaciółka.
- Mhmm poproszę. - uśmiechnęłam się blado, obracając w dłoni telefon.
- Jak w schronisku było? - zapytała, podająć mi kawę.
- Jak zwykle. Chociaż dzisiaj dwoje zwierzaków znalazło nowy dom. - powiedziałam - Chciałabym aby wszystkie znalazły dobrych właścicieli ale wiem, że to przecież niemożliwe. - dodałam już ciszej i upiłam duży łyk kawy.
- Szkoda tych zwierzaczków, przecież nic nie zawiniły, niektórzy ludzie są okrutni. Nie rozumiem ich zupełnie...Eli, a ty dziś pracujesz w klubie?
- Niestety tak - zrobiłam smutną minę.
- Szkoda, myślałam że wyciągne cię na imprezę i pójdziemy całą paczką.
- No to, chociaż mnie odwiedzicie, ehh ta przeklęta ma praca - posłałam jej uśmiech, a ona go odwzajemniła.
- O przepraszam cię na chwile, klient, sama rozumiesz. - pokiwałam głową, a Kate poszła obslużyć jeden ze stolików.
Podczas gdy przyjaciółka obsługiwała klientów, ja w tym czasie spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu, który brzęczał i informował, że ktoś dzwoni. Numer 'nieznany'. Odebrałam niepewnie i przyłożyłam komórkę do ucha.
- Halo?
- No hej, to ja Bruno.
- Bruno? - zapytałam zdziwiona.
- Nie pamiętasz mnie, ehhh jak mogłaś. - powiedział żartobliwie niby to obrażając się - No wiesz ten bałwan, który ci w tyłek wjechał.
- Aaaa to ty, w takim razie słucham bałwanku - uśmięchnęłam się do siebie.
- Bo z tym ubezpieczeniem...
- Właśnie kiedy mógłbyś mi je podwieźć, trochę mi się spieszy z naprawą - przerwałam mu.
- Teraz nie bardzo mam jak. Może spotkamy się wieczorem na imprezie i wszystko ci przekaże, co ty na to? - zapytał.
- Wiesz, nie mogę. Wieczorem pracuję w klubie.
- W klubie?
- Jako barmanka! I przestań się tak głupio uśmiechać!
- Hahaha, ja się wcale nie uśmiecham...no może troszkę. To jaka nazwa tego klubu?
- "Escape".
- To się świetnie składa, wybieram się tam dzisiaj z przyjaciółmi na imprezę. To podrzuce ci od razu wszystkie dokumenty. Pasuje?
- Jasne, że tak - odpowiedziałam i upiłam następny łyk zimnej już kawy.
- ...
- Bruno? - spytałam po chwili.
- Tak?
- Rozłącz się!
- Co? Sama się rozłącz i nie krzyć na mnie - powiedział żartobliwie.
- A bede krzyczeć na ciebie!
- Wredota!
- Wariat! - powiedziałam przez śmiech i rozłączyłam się.

Po chwili obok mnie usiadła Kate i przyglądała mi się uważnie.
- No co jest? - zapytałam.
- Co ty taka uśmiechnięta? - spytała podejrzanie, bacznie mnie obserwując.
- A nie nic, nic. Mówiłam ci, że miałam dzisiaj małą stłuczkę?
- Co?! Eli!
Opowiedziałam przyjaciółce całą historię jaka mi się przytrafiła.
Następnie przez bite 10min musiałam ją uspokajać i powtarzać, że nic mi się nie stało.
- Kobieto, następnym razem chcę o takich rzeczach pierwsza wiedzieć. Zrozumiano?
- Zrozumiano ser - uśmiechnęłam się do niej - a propos, która godzina?
- 17:40 - odpowiedziała Kate.
- Kurczę to już? Bedę lecieć, bo o 19 zaczynam, a chciałam wstąpić po drodze do domu.
Wstałam ze swojego miejsca, przytuliłam przyjaciółke na pożegnanie i pognałam samochodem z rozbitym tyłkiem do domu.
Do mieszkania wpadłam z prędkością, której nie powstydziłby się struś pędziwiatr.
Zrobiłam sobie grzanki francuskie.
Po skonsumowaniu ich, z gorąca herbatą w ręku usiadłam przed ekranem laptopa.

*Blog*
"Jak na razie pierwszy dzień mija dosyć ciekawie. Na nudę narzekać nie mogę. Bądźcie ze mnie dumne - ani razu nie pomyślałam dziś o jedzeniu jak o moim wrogu. Co więcej najadłam się i czuje się...dobrze . Czas mnie goni. Więc wielkie buziaki dla tych co czytają, te moje bazgroły. Podziwiam Was.
Wasza maruda Eli"

Odeszłam od komputera i szybkim krokiem pognałam pod prysznic.
Gdy wyszłam na zegarze dochodziła 18:25.
Przebrałam się w klasyczną krótką czarną spódniczkę, luźny top i umalowałam delikatnie. W końcu to praca, a nie impreza. W międzyczasie zadzwoniłam też po taksówkę.
Gdy powiadomiono mnie, że taksówka już czeka, zgarnęłam szybko swą torbę i zeszłam na dół.
Wsiadłam do taksówki, dochodziła 18:50. Zostało mi 10min. To będzie cud jak się nie spóźnię.
- Do klubu "Escape" proszę, tylko szybko. - powiedziałam do taksówkarza.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Dziś pisałam przy muzyce, z radia rmf maxxx
http://www.rmfon.pl/play,6?utm_source=RMF_MAXXX&utm_medium=open_player&utm_campaign=normal <<<link do radyja
Dzisiaj wreszcie mam wolne yeahhh Nareszcie odpocznę od treningów, już mam po dziurki w nosie tego chloru z basenu
Buziaki dla Was a i jeszcze Was wkurzę, u mnie słońce świeci pięknie
  • awatar Brunoholic: Tak bardzo chciałam przeczytać dzisiaj wszystkie odcinki, ale niestety obowiązki wzywają... :/ Ale obiecuję, że przeczytam :D :P
  • awatar LMP: noo, lubię to! I czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek! :)
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Podobała mi się ta ich rozmowa :) również nie mogę się doczekać ich konfrontacji w klubie :D czekam na next! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Przypominajka:
*Blog*
"Ale ze mnie gapa....zapomniałam się Wam przedstawić. Nazywam się Eli, znaczy Elizabeth Scott. Mam 21 lat, 164cm wzrostu, waga - w normie. Przeciętna, niczym nie wyróżniająca się dziewczyna. Moje włosy koloru kasztanowego sięgają za ramiona, karnacja śniada, a to dlatego że matka podczas ciąży piła sporo soczków marchwiowych. Nie bójcie się nie jestem pomarańczowa ani zmutowana jakaś Tylko zwykła.
Buziaki Eli"


✎✐✏✎✐✏✎✐✏☟☟☟

Od czasu wyjścia z ośrodka, czyli 1,5 roku mieszkam w Los Angeles i też tutaj uczęszczałam na terapię. Na początku zatrzymałam się u kuzynki, a po jakimś czasie znalazłam ogłoszenie w gazecie 'Poszukuję normalnej, niepalącej (najlepiej) współlokatorki. Zainteresowanym udziele więcej szczegółów. Proszę dzwonić pod nr 877-012-232. Czekam! a i proszę dzwonić w godz od 12-17 '. Oczywiście kuzynka mówiła mi, że mogę mieszkać z nimi jak długo chce ale ja nie lubię zawadzać ludziom, nie chciałam przeszkadzać młodej parze po świeżym, niedawno zawartym związku małżeńskim. I od pory gdy zadzwoniłam do Kate (mojej współlokatorki, a teraz i przyjaciółki) mieszkamy razem już ponad rok czasu.
Zastanawiacie się co z moimi rodzicami? Obydwoje mieszkają w Niemczech. Od wyprowadzki widziałam ich tylko dwa razy na skypie.
Zarabiam pracując w klubie jako barmanka, już ponad pół roku. Od roku jesteś również wolontariuszką w schronisku dla zwierząt.

*Blog*
"godz 8.00. Pierwszy dzień nowego życia. Co się zmieniło? Tak na prawdę, nic. Lecz co przyniesie nowy dzień...zobaczymy. Czas zjeść śniadanko i ruszyć do potrzebujących mnie zwierzaków. Udanego dnia.
Buziaki Wasza Eli"

Śniadanie jadłam sama, z tego względu że z Kate straszny śpioch. Po skończeniu posiłku i wypiciu mocnej czarnej kawy, wzięłam do ręki długopis i naskrobałam na kartce ' Jade do schroniska, zapomniałam wczoraj cię poinformować. Miłego dnia śpiochu. Buziak Eli'
Wsiadłam do swojego BMW i ruszyłam droga w strone schroniska, przy dźwiękach Coldplay - Charlie Brown. Jak to zwykle mam w nawyku, potakiwałam w rytm muzyki, czasami podśpiewując z wokalistą Coldplay.
Stojąc samochodem na czerwonym świetle usłyszałam dźwięk jak gdyby rozgniatanej butelki plastikowej, tylko strasznie głośne. Nagle dosyć mocno mną szarpnęło. Zdezorientowana zjechałam na pobocze i wysiadłam z samochodu. Sprawca tego zdarzenia zrobił to samo. Obeszłam swój wóz i gdy ujrzałam tył mojego zgniecionego samochodu, zdenerwowna od razu wyskoczyłam z krzykiem do sprawcy.
- Ty bałwanie! Nie wiesz do czego służą hamulce w samochodzie?!
- Nie...to znaczy...czekaj - przerwał mi.
- To ja ci wyjaśnie - mówiłam ciągle podniesionym głosem - hamulec w samochodzie służy jak sama nazwa wskazuje do HAMOWANIA! Znajduję się on pomiędzy sprzęgłem, a gazem, czyli pośrodku. W automacie po lewej stronie obok gazu. Matko czy tak trudno to zapamiętać?!
- Hej dziewczyno spokojnie, to nie było celowe - wtrącił nieco wyższy ode mnie ciemnoskóry mężczyzna.
Zamknęłam oczy i wzięlam głeboki oddech. Otworzylam je i spojrzałam na niego.
- I co teraz? - zapytałam już spokojniej.
- Załatwimy to między nami, obiecuje że pokryję cały koszt naprawy - odpowiedział.
- Jaką mam pewność, że to zrobisz?
- Czy te oczy mogą kłamać? - wskazałam z wielkim uśmiechem na swoje oczy.
Normalnie myślałam, że go zaraz walnę tak podniósł mi ciśnienie. Popatrzałam na niego surowym wzrokiem, a z mojej buzi wydobyło sie jakby jakieś warknięcie.
- Dobra, już dobra podpiszemy taką ugodę, tylko nie warcz już na mnie...a no i dam ci swój numer ubezpieczenia i wtedy...-uciął.
- I wtedy co? - spytałam zniecierpliwiona.
- Nie uwierzysz mi ale zapomniałem zabrać ubezpieczenia, zostawiłem w domu mojego przyjaciela.
- Jakoś mnie to nie zaskoczyło. Kierowca z ciebie jest, że chowajcie się narody. Jak ty egzamin zdałeś na prawo jazdy geniuszu?
W tej chwili zadzwonił mój telefon na wyświetlaczu napisane było ' Rob - schronisko'. Szybko odebrałam i zaczęłam tłumaczyć.
- Rob, musisz mi wybaczyć ale zaraz postaram się być na miejscu - mówiłam najspokojniej jak potrafiłam.
- Elizabeth ty się nigdy nie spózniasz, coś się stało? - usłyszałam zaniepokojony głos po drugiej stronie słuchawki mężczyzny w podeszłym wieku.
- Nie, to znaczy nic takiego. Mała stłuczka - odpowiedziałam.
Gdy rozmawiałam z Robem, kątem oka zobaczyłam jak sprawca tego całego zamieszania, zapisuje coś na małej białej karteczce.
Po skończonej rozmowie spojrzałam na niego.
- I co jakiś genialny pomysł geniuszu? - powiedziałam z sarkazmem.
- No wiesz. To ja dla ciebie taki miły jestem, a ty wobec mnie taka niemiła - zrobił minę zbitego psiaka ale zauważyłam, że ma ochotę się śmiać. Tylko nie rozumiem co go tak bawi? Lubi denerwować ludzi czy co?
- Byłabym milsza gdybyś mi kurde w tyłek nie wjechał.
- Oj, każdemu zdarza się zagapić. Poza tym ładny masz ten tyłek - uśmiechnął się cwaniacko.
- Co?
- Nie nic, nic. Masz tu na wszelki wypadek mój numer rejestracyjny samochodu, jeżeli ci nie zapłace zawsze możesz mnie podać na policje - powiedział.
- Hmmm całkiem kusząca propozycja - uśmiechnęłam się lekko.
- Ej no co ty, przecież wynagrodze ci to.
- No, ja mam nadzięje. - spojrzałam na zegarek - Szlak! Jestem już cholernie spózniona, dam ci swój nujmer telefonu. Zadzwoń i dogadamy wszystko. - podałam mu numer i odeszłam w stronę mojego samochodu.
- Ej dziewczyno jak ci na imie? - zawołał za mną mężczyzna.
- Elizabeth - odrzyknęłam - ej chłopaku, a nie należy mi się słowo przepraszam? - podniosłam jedną brew, wyczekując odpowiedzi.
Chłopak spojrzał na mnie, uklęknął na asfalcie, podniósł ręce do góry i wykrzyknął - Wybacz mi Elizabeth, że wjechałem w tyłek twojego samochodu!
Mimowolnie zaczęłam się śmiać - Wariat! - powiedziałam do niego i wsiadłam do swojego samochodu.
Po upływie 15minut byłam schronisku. Oczywiście od razu dopadł mnie Rob, z setkami pytań. Troskliwy z niego człowiek.

*Blog*
" Nie biegnij za szybko przez życie bo najlepsze rzeczy zdarzają się nam wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy.— Gabriel Garcia Marquez.
Cytat na dziś.
Wasza kochana zołza Eli"


♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Natchnęło mnie Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam
Przy moim skromnym natchnieniu słuchałam Coldplay
  • awatar Brunoholic: Muszę przyznać, że podoba mi się coraz bardziej :P
  • awatar Gość: mała stłuczka samochodowa z chyba Brunem? ejj podoba mi się :D coś mi się wydaje że mamy ten sam gust muzyczny ;)
  • awatar LMP: Podoba mi się, bardzo podoba! Czekam na kolejne odcinki1 :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
5 miesięcy po wyjściu z ośrodka chodziłam jeszcze 1,5roku na terapię. Dzisiaj nadszedł jej ostatni dzień.
- Dziękuje za wszystko.
- Pamiętaj zawsze jestem do twojej dyspozycji. Jesteś silną osobą i wiem, że sobie poradzisz - powiedziała terapeutka ściskając moją dłoń na pożegnanie - to była długa droga, przez te 2lata walczyłaś sama ze sobą, teraz czas abyś wróciła do prawdziwego życia - dodała kobieta w średnim wieku z troską w głosie.
- To jest czas abym zaczęła nowe życie - odpowiedziałam na odchodne, naciskając na klamkę wielkich dębowych drzwi. Posłałam terapeutce pełen wdzięczności uśmiech i wyszłam.
*Blog*
"23maj. Moje 21 urodziny. Dziś rozpoczynam nowy rodział w swoim życiu...a może rozpoczynam zupełnie nową książkę? Sama nie wiem jak to nazwać. Wiem jedno, czas zostawić przeszłość za sobą. Nowe życie, nowe wyzwanie...blogowanie.
Wasza Eli"

*2lata wcześniej*
- Mark kochanie! Powiedz Elizabeth, że musi coś zjeść!
- Mamo ale ja nie jestem głodna - spojrzałam pustym wzrokiem na matkę siedząc w fotelu.
- Skarbie musisz coś jeść, tak nie można, przecież wiesz że... - urwała w pół zdania matka i szybkim krokiem poszła do kuchni, gdzie leżał jej telefon z którego wybrzmiewały dźwięki Nirvany.
- Ale teraz?...Tak, postaram się...to żaden problem...tylko... - usłyszałam urywki rozmowy dochodzące z kuchni.
Do salonu w którym siedziałam wszedł ojciec, pocałował mnie w czoło i usiadł w drugim fotelu.
- Zjedz coś, jesteś strasznie blada - powiedział i zaczął przeglądać jakieś papiery.
Po chwili w salonie zjawiła się matka.
- Znowu muszę wyjechać do Niemczech, dzwonili że mnie potrzebują - oznajmiła.
- Przecież wróciłaś dopiero 2 dni temu - powiedział ojciec, spoglądając na matkę spod papierów które trzymał w ręce.
- Wiem kochanie, obiecuje wynagrodze to Wam, przecież wiesz jak to jest z moją pracą, poradzicie sobie jak zawsze - podeszła do ojca i ucałowała go w policzek.
Zawsze powtarza to samo ' wynagrodze to Wam', lecz ja wiem że to tylko zwykłe słowa, od 10roku życia przestałam sobie robić nadzieję. Matka spędza całe miesiące za granicą w pracy, wraca max. na 2 tygodnie. Rozumiem to lepsza praca, lepiej płatna, itd. Ojciec pracuje na dwa etaty w Polsce, stara się jak może, nie wiem czemu po prostu nie wyjedzie tak jak matka za granicę. Wtedy może było by inaczej, lepiej, łatwiej, po prostu prościej. Za nic ich nie obwiniam, bo na swój sposób okazują mi miłość, wiem że mnie kochają. Gdy ich nie było zawsze odwiedzałam dziadka z którym mogłam pogadać o wszystkim, rozumiał mnie jak nikt inny. Po jego śmierci, coś we mnie pękło. Byłam bardziej zamknięta w sobie, choć udawałam że wszystko jest tak jak było, próbowałam być slina i nie obwiniam rodziców że nie było ich przy mnie gdy potrzebowałam wsparcia, za wszystko obwiniałam tylko i wyłącznie siebie. Zagubiłam się, poczułam pewną pustkę. Choć można powiedzieć, że miałam wszystko rodziców, znajomych, to coś w pewnym momencie się we mnie zmieniło, myślałam że znalazłam na to lekarstwo.
Tępo patrząc w czarny ekran telewizora, wstałam i ruszyłam w stronę kuchni.
- Zjem coś - rzuciłam beznamiętnie do rodziców i poszłam w stronę kuchni.
Otworzyłam lodówkę. Zjadłam serek czekoladowy, potem waniliowy pudding, parówki, płatki bez mleka...jadłam i jadłam, a po policzak spływały mi pojedyncze łzy. Nasycona odłożyłam jedzenie i usiadłam na podłodze, tępo patrząc się przed siebie.
- To ostatni raz, dam radę, wytrzymam, dzisiaj tego nie zrobię - powtarzałam do siebie.
Jednak 5 minut potem wylądowałam już nad muszlą w ubikacji i zwracałam przyjęty niedawno pokarm.
Czy rodzice słyszeli? Kryłam się z tym całkiem nieźle, myślałam że i ten raz był niezauważalny.
Byłam świadoma swojego problemu, a jednak nie chciałam się do niego przyznać.
Wychodząc z łazienki napotkałam matkę, która była lekko przerażona.
- Ska...Skarbie wszystko w porządku? Jesteś strasznie blada - powiedziała do mnie.
Odwróciłam się i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku, gapiąc się ciągle w sufit, gdy nagle usłyszałam cichce pukanie do drzwi. Do mojego pokoju weszła matka, czułam na sobie jej wzrok, po chwili usiadła na skrawku mojego łóżka. Do mamy dołączył po minucie ojciec, oboje jakby wyczekiwali ode mnie jakiś wyjaśnień.
- Musimy cię stąd zabrać, spakuj się - powiedział ojciec, nie wiedząc co się dzieje zaczęłam błądzić po nich wzrokiem.
- Skarbie - zaczęła matka - nie wiem jak zacząć, myślałam że...ehhh dobrze, od początku. Jakieś trzy miesiące temu gosposia powiedziała, że słyszała jak wymiotujesz zaraz po jedzeniu, czasami unikasz posiłków. Myślałam, że to chwilowe że ci to przejdzie, wyrośniesz z tego, lecz dzisiaj utwierdziłam się w przekonaniu, gdy cie zobaczyłam jak pobiegłaś do łazienki i zaczęłaś wymiotować, że sama siebie oszukuje. Uzgodniliśmy z tata, że trzeba coś zrobić zanim um...umrz...osłabniesz całkowicie...
- ...i dlatego zabieramy cię do ośrodka chorych na bulimię - dokończył ojciec.
- Tak będzie najlepiej, dla nas wszystkich - dodała matka.

*Teraźniejszość*
*Blog*
"Ale ze mnie gapa....zapomniałam się Wam przedstawić. Nazywam się Eli, znaczy Elizabeth Scott. Mam 21 lat, 164cm wzrostu, waga - w normie. Przeciętna, niczym nie wyróżniająca się dziewczyna. Moje włosy koloru kasztanowego sięgają za ramiona, karnacja śniada, a to dlatego że matka podczas ciąży piła sporo soczków marchwiowych. Nie bójcie się nie jestem pomarańczowa ani zmutowana jakaś Tylko zwykła.
Buziaki Eli"

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Jestem strasznie ale to strasznie ciekawa *Waszej* opinii na temat tego krótkiego wstępu do mojego opowiadania. Szczerze mi tu pisać czy się podoba czy nie, przyjmuję krytykę Wiem, że wiele osób tutaj piszę opowiadania...więc nie piszcie 'o następna się znalazła' Kurcze zresztą muszę Wam powiedzieć, że cholernie wciągają mnie niektóre opowiadania tutaj na pingerze (mam drugi blog - NIE o Brunie i czytam już jakiś czas wasze 'wypociny' które są świetne tak a propos ). Tak mnie wciągnęło, że sama postanowiłam spróbować swoich sił. Oczywiście Bruno też się pojawi w opowiadaniu, jeżeli chcecie abym pisała Wielkie buuuziaki i dziękuje za miłe powitanie
Piosenki, których słuchałam podczas pisania:
Nirvana
Nickelback
Bruno oczywiście
Fun
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
*Witajcie kochani*
Jestem marsoholiczką Uwielbiam Marsy, jak Bruno Marsa i Hooligans Trwa to od jakiegoś czasu przyznaję Żeby nie było, obsesji nie mam
Tak, więc mam nadzieję, że będziecie dla mnie łaskawe i przyjmiecie mnie do swego grona.
Buziaki
  • awatar Gość: Witamy kolejnego członka naszej szalonej, zmarsoholizowanej rodzinki! :D
  • awatar Słodziak-z-niego: witaj w zwariowanym Hooligańskim świecie :* :*
  • awatar Just Perfect: Elooo! Ja Cię powitałam moim chaotycznym wpisem ,ale witaj! Miło ,że jesteś ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›